Co prawda nie każdy człowiek ma dar wyczucia rytmu i melodii, jednak warto jest podziwiać osoby pracujące w miejscach scenicznych. Najczęściej osoby pracujące w teatrze, jednocześnie chodzą na zajęcia, gdyż z zapartym tchem studiują i zdobywają nową wiedzę. Edukację na studiach zaocznych na szczęście da się łączyć, jedynie trzeba się uczyć przynajmniej co dwa tygodnie aby móc w tygodniu chodzić do pracy – teatru. Dzięki temu studia zaoczne na uczelniach baletowych umożliwiają studentom kolejno zaliczać przedmioty, chodząc jednocześnie na zajęcia wykonywane w teatrze. Studenci pedagogiki baletowej prowadzą podwójną edukację, zdobywają doświadczenia i wiedzę tańcząc w spektaklach teatralnych. Poza tym biorą udział w operze, co jest dodatkowym zajęciem i obowiązkiem każdego kto chce być naprawdę wyuczonym tancerzem. Studia a teatr to naprawdę wyzwanie i nie dla każdego, a kiedy już podejmiemy próbę ze względu na pasję do tańca to musimy liczyć się z pełnymi dniami obowiązków. Balet jest to sztuka wysoka, gdzie organizuje się wieczory i można sobie przyjść i pooglądać.

Przy określaniu parametrów instytucji potrzebnych w miastach o różnej liczbie mieszkańców, trzeba wiedzieć, na które z nich najsilniej oddziałuje liczba mieszkańców, od czego zależy liczba widzów, a wreszcie — co wpływa na intensywność wykorzystania obiektów. Zależności te badałem, oblicza­jąc współczynniki korelacji liniowej oraz parametry równań regresji li­niowej. Z analizy współczynników korelacji liniowej wynika, że w przypadku teatrów dramatycznych — podobnie jak w przypadku operetek — wielkość miasta najsilniej oddziałuje na liczbę miejsc udostępnionych. Zarówno w 1978, jak i 1983 r. parametr ten był najsilniej skorelowany z liczbą lud­ności. Współczynniki korelacji liniowej wynosiły odpowiednio: 0,914 i 0,926. Dla naszej analizy istotne znaczenie może mieć fakt, że z liczbą mieszkańców silniej skorelowana jest liczba przedstawień niż liczba miejsc. Współczynniki korelacji liniowej dla liczby mieszkańców i liczby przedsta­wień wyniosły odpowiednio: 0.911 i 0,922, a dla liczby miejsc — 0,909 i 0,915. Różnice są zatem minimalne. Pozwalają jednak twierdzić, że pun­ktem wyjścia określenia parametrów obiektów potrzebnych w miastach różnej wielkości powinna być liczba miejsc udostępnionych.

Istotne wątpliwości może budzić teza o   złej lokalizacji teatru w Sopocie. W sensie administracyjnym miasto to stanowi odrębną całość. W istocie jednak stanowi ono integralną część Trójmiasta. W Trójmieście natomiast teatr ten jest—jak zobaczymy dalej—  potrzebny.Wynika stąd, że rozbudowa sieci teatrów, która miała miejsce po 1975 r., brała się z uzasadnionych aspiracji. Spośród 11 miast wojewódzkich, które w 1975 r. liczyły 75—100 tys. mieszkańców, już przed reformą administracji 6 miało teatr, a wszystkie źle zlokalizowane obiekty istniały przed 1975 r. Należy zatem oczekiwać, że w miarę jak kolejne miasta wojewódzkie będą osiągały granicę 75 tys. mieszkańców pojawiać się będzie presja na two­rzenie nowych instytucji tego typu. W 1983 r. najbliżej tej granicy znajdo­wały się: Konin (73 tys. mieszkańców), Nowy Sącz (68,3 tys.), Piła (64,6 tys.), Przemyśl (64,1 tys.), Siedlce (61,3 tys.). Najbliżej granicy 200 tys. mieszkań­ców znajdowały się: Tychy (196,5 tys.), Ruda Śląska (162,8 tys.), Chorzów (145,1 tys.) oraz Dąbrowa Górnicza (141,6 tys.).

. Jedyne miasto tej wielkości, nie będące siedzibą województwa i mające teatr — to Zabrze. Wreszcie miasta liczące 200 tys. i więcej mieszkańców: w 1978 r. było ich 15, a teatry istniały w 14. Nie miał teatru Bytom. W 1983 r. liczba takich miast wzrosła do 17, z tego dwa—  nie mają własnego teatru (Bytom, Gliwice).Podaję informację o odsetku miast o różnej wielkości i różnej funkcji w układzie administracyjnym mających własny teatr dra­matyczny. Okazuje się, że zarówno w 1978 r., jak i w 1983 r. ponad 75% miast wojewódzkich liczących 75—100 tys. mieszkańców miało taką  instytucję. W miastach nie będących siedzibami województw odsetek ten jest znacznie niższy, jedynie w miastach liczących 200 tys. i więcej mieszkań­ców wzrasta do 50 %. Gdyby zatem zastosować to samo kryterium, o któ­rym była mowa w pierwszej części rozdziału, to w miastach wojewódzkich dolna granicę dla teatrów dramatycznych trzeba byłoby umieścić na poziomie 75 tys., a w pozostałych miastach — na poziomie 200 tys. mieszkańców. Oznaczałoby to, że niezgodnie z normatywem rozmieszczone są cztery teatry (Gniezno, Sopot, Grudziądz i Zabrze), zaś brakuje ich w Piotrkowie, Włocławku, Bytomiu i Gliwicach.

Wyposażenie w teatry miast o różnej liczbie mieszkańców jest — jak łatwo się domyślić — niejednakowe. Spośród miast liczących 50—75 tys. tylko dwa mają teatr dramatyczny (Gniezno i Sopot), przy tym żadne z nich nie jest siedzibą województwa. W 1978 r. z 13 miast liczących 75—100 tys. mieszkańców w ośmiu był teatr dramatyczny. Nie miały teatru: Słupsk, Włocławek, Jastrzębie, Jaworzno i Mysłowice; trzy z wymienio­nych miast znajdują się w woj. katowickim, a dwa — to siedziby nowych województw. W 1983 r. liczba miast tej wielkości zmalała do 11, a liczba miast mających teatr — do 5. Nie miały teatru dramatycznego: Piotrków Trybunalski, Jastrzębie, Mysłowice, Jaworzno, Siemianowice Śląskie, Będzin. Jedno z tych miast jest siedzibą województwa, pozostałe — to miasta z aglomeracji śląskiej. Spośród 18 miast, które w 1978 r. liczyły 100—200 tys. mieszkańców, 11 miało teatr dramatyczny, w tym 10 miast wojewódzkich. W 1983 r. liczba miast tej wielkości wzrosła do 21, a liczba miast mających własny teatr — do 14, z tym jednak, że jedno z 14 miast wojewódzkich tej wielkości nie ma teatru (Włocławek).

W 1978 r. teatry dramatyczne istniały w 35 miastach, z których najmniejsze liczyło 51,5 tys. mieszkańców. W Gdyni teatr nie miał wówczas stałej sali, stąd też w dalszej analizie uwzględnia się 34 miejscowości. W 1983 r. teatry takie istniały w 36 miastach, z tego jeden (w Częstochowie) nie dysponował stałą salą. Nowym miastem na tej liście jest Słupsk. Także i w tym roku najmniejsze z miast — siedzib liczy 51,5 tys. mieszkańców. By ocenić po­ziom wyposażenia w teatry dramatyczne, szczegółowej analizie poddano więc miasta mające 50 tys. i więcej mieszkańców. Z analizy wynika, że w 1978 r. miast takich było w Polsce 73, z tego 37—   to miasta wojewódzkie, natomiast w 1983 r. liczba ich wzrosła do 78, w tym miast wojewódzkich — do 40. W obu latach podobna jest struktura tych miast ze względu na liczbę mieszkańców. W przedziale 50—75 tys. mieszkańców mieściło się odpowiednio 27 i 29 miast, w przedziale 75—100 tys. — 13 i 11, w przedziale 100—200 tys. — 18 i 21 oraz w przedziale 200 tys. i więcej —15 i 17 miast. Wzrosła zatem przede wszystkim liczba miast największych.

Wydaje się zatem, że ostatnia z dolnych granic w spo­sób najbardziej prawidłowy pokazuje realne zapotrzebowanie na ten ro­dzaj instytucji. Jeżeli więc dolną granicę ustalimy na poziomie 250 tys. mieszkańców, to oznacza, że oprócz Gdańska, Katowic, Bydgoszczy, do grona miast, które mogą ubiegać się o utworzenie takiego teatru, trzeba zaliczyć Sosnowiec, a w niedalekiej przyszłości także Częstochowę, Biały­stok i Bytom. Popatrzmy teraz, jak w świetle przedstawionych analiz prezentuje się sieć teatrów operetkowych w miastach, będących ich siedzibą. Rozbieżności między stanem rzeczywistym i pożądanym są w sumie niewielkie. Można zakładać, że w miastach, w których liczba miejsc udostępnionych jest zbyt mała, wystarczy zwiększyć liczbę przedstawień. Jedynie w Warszawie w 1978 r. łączna liczba przedstawień byłaby wtedy większa niż 350, w pozosta­łych miastach nie przekracza ona 271 przedstawień. W miastach, w których są już teatry operetkowe, nie zarysowuje się wyraźna potrzeba budowy no­wych obiektów. W przypadku zaś Wrocławia i Łodzi można mówić o istnie­niu zbyt dużej oferty, co znajduje odbicie w znacznie niższej niż średnio w kraju frekwencji.

Wynika z niej bowiem, że barierą w organizowaniu nowych instytucji jest nie tyle wielkość potencjalnej wi­downi, lecz przede wszystkim możliwości kompletowania zespołów artysty­cznych. Innymi słowy, jeśli dobry teatr muzyczny zostanie zlokalizowany nawet w mieście liczącym 100 tys. mieszkańców, to odwiedzi go niewiele mniej osób, niż teatr zlokalizowany w mieście liczącym 150 czy 200 tys. mieszkańców. Do podobnych wniosków prowadzą dane dla 1978 i 1983 r. Jest sprawą oczywistą, że nie można zorganizować teatrów muzycznych w miastach liczących 45 tys. i więcej mieszkańców. W takim przypadku potrzeba byłoby 88 nowych teatrów. Uwzględniając fakt, że w miastach liczących 89,8—117 tys. mieszkańców nie ma dotąd ani jednego teatru operetkowego, także i te dolne granice można uznać za zbyt niskie. W prze­dziale 117—242 tys. znajduje się 18 miast, z których dwa mają teatry mu­zyczne. Natomiast w przedziale 242 tys. i więcej mieści się 12 miast, z których siedem ma już teatry.

Ponieważ w przypadku wybudowania małego teatru zwiększy się liczba przedstawień, poprawi się także spodziewane wykorzystanie miejsc. Postawmy tu jeszcze jedno pytanie: gdzie przebiega dolna granica dla tego rodzaju teatrów? Podobnie jak w przypadku teatrów operowych, punktem wyjścia rozważań może być najmniejsza liczba widzów, dla której warto organizować taki teatr, oraz najmniejsza liczba miejsc udostępnio­nych, przy której celowe jest utrzymywanie stałej sceny. Na tej podstawie ustaliłem pięć teoretycznie możliwych dolnych granic.Okazuje się, że wielkość miejscowości w niewielkim stopniu wpływa na liczbę widzów oraz liczbę miejsc udostępnionych. Może to wynikać m.in. stąd, że wśród widzów uczęszczających do tego rodzaju instytucji znaczny jest udział mieszkańców innych miejscowości. Obserwacja ta ma istotne znaczenie dla polityki w zakresie kształtowania sieci.