//////

Kiedy dusza dziecka płacze

Proszę odpowiedzieć sobie szczerze na następujące pytania: Czy nie oczekują żadnej wdzięczności? Czy za wszystkie poświęcenia nie oczekuję naprawdę niczego? Zdanie, Ja przecież robię wszystko tylko dla ciebie” może być dowodem wielkiego egoizmu, ukrytego pod płaszczykiem wielkoduszności. Najczęściej towarzyszy temu podświadome i intensywne oczekiwanie odpowiedniej wdzięczności i przywiązania. Ludzie, którzy zbyt mocno „poświęcają” własne interesy dla potrzeb i pragnień innych, oczekują w zamian tego samego, i są często urażeni i zranieni, jeśli rachunek ten – często nieświadomy! – nie zostaje wyrównany. Nie czują oni już własnej tęsknoty za totalną miłością i oddaniem oraz wzbraniają się przed tym według zasady: Czynię dla innych to, czego sam podświadomie pragnę. Jeśli ja nigdy nie będę „zły”, moje dziecko też nigdy takie nie będzie. Dzieci tych rodziców wyraźnie unaoczniają swój problem w czasie terapii; na przykład w zabawach z podziałem na role są sprzedawcą, u którego klient (moja rola!) za towar, który chce kupić, musi płacić ogromne sumy. „Tak dużo pieniędzy, ilu nawet nie masz!” W ten sposób dzieci pokazują mi podczas zabawy, że cena tego, co chciałabym mieć, jest zbyt wysoka – praktycznie nie do zapłacenia.

Przed sześcioma miesiącami ojciec stracił pracę, ponieważ jego firma ogłosiła upadłość. Jak można się domyśleć, żałował niezmiernie swojej „ofiary” sprzed kilku lat, a jego żona czyniła mu nawet wyrzuty, że nie podjął decyzji i nie przeforsował swojej woli. Mateusz cierpiał z powodu uciążliwego poczucia winy. Odczuł on wtedy, że jego ojciec podjął tę „niesłuszną” decyzję ze względu na niego, ponieważ chłopiec nie chciał utracić swoich przyjaciół z przedszkola. Z drugiej strony Mateusz był podświadomie wściekły na swojego ojca: pragnął on takiego ojca, który był dorosły i dostatecznie silny, by podejmować decyzje, nawet wbrew woli żony i syna. Ale nie mógł ujawnić tej złości w stosunku do ojca, ponieważ on tak bardzo poświęcił się z miłości do niego. Chłopiec bardzo cierpiał pod ciężarem tej przytłaczającej go odpowiedzialności, którą obarczył go ojciec, składając „ofiarę” dla żony i syna, czego oczywiście nie uczynił celowo. Często dorośli muszą narazić swoje dzieci i partnerów na problemy mając nadzieję, że sobie z nimi poradzą, aby przejąć odpowiedzialność za własne życie. Jeżeli jednak obawy przed konfliktami, kłótniami i konfrontacjami są zbyt duże, może to prowadzić do „postawy ofiary”, której przyczyną jest własny lęk przed odpowiedzialnością.

Z pragnieniem uczynienia wszystkiego dla dziecka i odpowiednim strachem przed sprzeciwem jest ściśle związana utrata wewnętrznej zdolności realizowania w życiu indywidualnych zdolności, zainteresowań, marzeń, a nawet słabości. Jeżeli ewentualnie kolidują one z interesami partnera lub dziecka, wtedy potrzeba własnej indywidualności jest dla niektórych osób tak groźna, że tłumią one w sobie swoje życzenia – już jako dziecko – aż wreszcie nie wiedzą już, czego pragnęliby dla siebie. My, kobiety mogłyśmy wywalczyć sobie w społeczeństwie wiele praw – dzięki ruchowi emancypacji i kilku silnym i odważnym feministkom. Nie oznacza to jednak, że prawa te, które są obecne w naszych głowach, zadomowiły się również w naszych sercach: podobnie jak nasze matki przyswoiłyśmy sobie, już jako małe dziewczynki, ich postępowanie. Znamy nasze możliwości i prawa, ale czy je również czujemy? Nawet niezwykle pewne siebie młode kobiety, które pracują w ambitnych zawodach, samodzielnie działają i podejmują decyzje, nagle jako matki ogarnia niepewność, czują się one nic nie warte i ukierunkowują swoje pragnienia według upodobań innych osób.

Nie należy dążyć, by być „perfekcyjnym”. I tutaj dzieci mogą nam pomóc, wskazując na swój sposób właściwą drogę. Pewna młoda matka trojga dzieci szukała pomocy, ponieważ jej najstarsza, pięcioletnia córka jąkała się. Pani Markowska wstydziła się tego przed sąsiadami i znajomymi, ponieważ była przekonana, że to ona musiała zrobić coś „źle”. Myślała, że każdy będzie z tego powodu wytykał ją palcami. Pani Markowska była szczególnie pracowitą matką, służącą swojej rodzinie dosłownie przez całą dobę. Trójka dzieci była wspaniale ubrana. Pani Markowska prała i pucowała, sprzątała, gotowała zdrowe, pożywne i smaczne posiłki, czytała dzieciom książki i bawiła się z nimi. Krótko mówiąc, była idealną matką i panią domu. Tym bardziej niezrozumiałe było dla niej jąkanie się córki, które odczuwała jako „policzek”.

Podczas terapii okazało się, że pani Markowska była szczególnie kreatywna, która jednak w swoim dzieciństwie, w wyniku tragicznych wypadków, musiała wcześnie przejąć odpowiedzialność i zupełnie zrezygnować z rozwijania swoich własnych pragnień. Dlatego było dla niej oczywiste, że cała odpowiedzialność za rodzinę spoczywała na jej barkach. Czuła tylko, że często reagowała złością lub rozdrażnieniem, kiedy jej córka „malowała bohomazy” (zamazywała kartki papieru kolorowymi farbami) albo była „leniwa”. Przy czym matka rozumiała przez to, że dziewczynka nie pomagała jej wystarczająco w pracach domowych lub opiece nad młodszym rodzeństwem. Aczkolwiek odbierała swoje postępowanie jako niesprawiedliwe, nie mogła opanować wewnętrznego rozdrażnienia i kontrolować wybuchów złości. Pięcioletnia Sabina była grzeczną, dobrze wychowaną dziewczynką. Natychmiast rzuciło mi się w oczy, że początkowo, również w stosunku do mnie, starała się był posłuszna i nie wykazywała chęci do samodzielnej zabawy zainicjowanej przez siebie. Pytała wciąż grzecznie, co ma robić i – podobnie jak jej matka – nie czuła już, w co właściwie chciałaby się bawić.

Pozwólcie Państwo, że rozpocznę od następującego przykładu: Jedenastoletni Michał trafił do mnie na terapię, ponieważ również się jąkał. Na początku naszych zajęć psychoterapeutycznych zapytał mnie, dlaczego właściwie musi w nich uczestniczyć. Odpowiedziałam mu na to pytaniem: „Jak myślisz, dlaczego musisz się jąkać?” Michał nie odpowiedział, ale chciał mi coś narysować. Był to obrazek, który chłopiec zatytułował „Rozerwane J-a”. Twierdził, że to dobrze, kiedy „myślnik znowu jest pośrodku”. Tak plastycznie i wyraźnie jak Michał nie mogłabym nigdy wyjaśnić jego problemu. Z pewnością chłopiec w jakiś sposób wyczuwał przyczynę swojego wewnętrznego rozerwania, ale nie miał odwagi, by powiedzieć o tym głośno rodzicom. Michał był rozerwany między potrzebami swoich rodziców: matka chciała, by był on kochany i przywiązany do niej. W wieku jedenastu lat spał wciąż jeszcze w jej łóżku, ponieważ tak bardzo się czegoś bał, jak wyjaśniła to natychmiast matka. Ale okazało się, że to właściwie ona się bała. Obawiała się tego, że straci syna i będzie musiała zrezygnować z jego bliskości i czułości. Natomiast ojciec pragnął mieć syna dorosłego, samodzielnego, silnego i odważnego. Nie robił sobie nic z uczuć i określał je pogardliwie jako „babską sprawę”!

Michał był w niej „wentylem” dla agresji ojca, dla matki zaś zastępczym partnerem, spełniającym jej pragnienia czułości, której nie otrzymywała ze strony męża. Michał im był starszy, tym bardziej życzenia rodziców rozdzierały go wewnętrznie. Z tego powodu cierpiał coraz więcej, a ekstremalne potrzeby swoich rodziców nie pozwalały mu na własny rozwój. Michał nie mógł wyraźnie przedstawić rodzicom swojego problemu, ponieważ oboje właśnie nie chcieli z tym zostać skonfrontowani. Na płaszczyźnie świadomości Michał był dla rodziców przyczyną ich zachowania; dla ojca jego dziecięce przywiązanie do matki było wystarczającym powodem, by odreagowywać na nim swoją złość, ciągle na niego krzyczeć, a nawet go bić.
Dla matki strach i niepewność chłopca były przyczyną jej kurczowego trzymania go przy sobie. Przykład ten opisałam tak szczegółowo, ponieważ ilustruje on w złożony sposób główny problem duchowych cierpień u dzieci. Nie każde dziecko może wyrazić swoje wewnętrzne łzy tak obrazowo jak Michał. Ale wszystkie starają się rozwiązać problemy rodziców na swój sposób.

Jedenastoletnia Klaudia cierpiała z powodu rozmaitych lęków i dlatego co noc spała w łóżku swojej matki, gdzie się często moczyła. Ojciec już przed wielu laty „wyprowadził się” do drugiego pokoju. Na pierwszy rzut oka problemem zdawał się być tutaj konflikt dziewczynki. Ale po dokładniejszym przyjrzeniu się sytuacji rodzinnej okazało się coś innego: Rodzice przeżywali już od długiego czasu poważny kryzys, ale oboje nie mieli odwagi, by o tym ze sobą porozmawiać. Zamiast rozmowy wybrali typową arenę działań! Krytykowali bezustannie swoje zachowania w stosunku do dzieci – Klaudia miała jeszcze dwa lata starszego brata. Ojciec zarzucał matce niekonsekwencję i uległość, matka natomiast jemu zbytnią surowość.
Jak na swój wiek, Klaudia była pod względem fizycznym bardzo dobrze rozwinięta. Wyglądała raczej na piętnastolatkę, ale nie znała swojego wnętrza, w którym trwała burza, zarówno dziecięcych, jak i młodzieńczych uczuć, pragnień i lęków.