//////

Polityka kulturalna

E. Rychlewski pisał w 1960 r„ że „ekonomia polityczna uznaje dziś powszechnie za główny czynnik wzrostu gospodarczego — poziom inwesty­cji. Polska polityka inwestycyjna ubiegłych lat opiera się właśnie na uznaniu cecydującej roli inwestycji dla rozwoju gospodarczego kraju […] rozpatrując sprawę me tylko w obrębie poszczególnych lat, ale nawet w obrębie prze­działów czasowych, związanych z okresami wyższego i niższego tempa inwes­tycji, a więc z punktu widzenia wzrostu w kilku następujących po sobie la- ach me obserwujemy wyraźnego (związku — przyp. M.S.) tempa wzrostu dochodu narodowego i tempa wzrostu inwestycji”. Tłumaczył to E Rv chlewski błędami w sposobach inwestowania.J. Pajestka dowodził w 1963 r„ że „kraj osiągnął już stopę inwestycji, pozwalającą na utrzymanie tempa wzrostu dochodu narodowego w skali 7/ rocznie. Jest ona uznawana za stopę niezbyt odległą od optymalnej.

Dlatego tez obecnie […] chodzi nie tyle o radykalne zmiany w stopie inwes­tycji, ile o jej właściwe dostosowanie do istniejących i przewidywanych na przyszłość warunków ekonomicznych i społecznych. Zagadnienie to przedstawia się w ten sposób zarówno w bieżącej polityce gospodarczej, jak i w planowaniu rozwoju” .Zaprezentowany tu problem zasługuje na znacznie wnikliwsze studium Nie ulega bowiem wątpliwości, że od tego, gdzie środowisko ekonomiczne o owało czynniki przyspieszające i hamujące rozwój gospodarczy, zależał w znacznym stopniu charakter podejmowanych decyzji. Przedstawione wy­powiedzi pozwalają twierdzić, że w polskiej ekonomii politycznej socjalizmu mocno ugruntował się pogląd, iż efektywny z punktu widzenia dynamiki dochodu narodowego wytworzonego (a tym samym z punktu widzenia dy­namiki funduszu konsumpcji) jest taki podział dochodu narodowego po­dzielonego, przy którym część dochodu przeznaczona na konsumpcję (w tym m.in. na oświatę, kulturę, zdrowie) zostanie ograniczona do niezbęd­nego minimum.

Rysującą się tu sprzeczność usiłowano rozwiązać, przyj­mując, iż oszczędzanie na konsumpcji bieżącej umożliwia jej szybki’wzrost w przyszłosci. W ten sposób realizowany był jeden z postulatów wysuniętych przez ekonomistów krytykujących w końcu lat czterdziestych CUP.Poglądy te nie są sprzeczne z tym, co w drugiej połowie lat pięćdzie­siątych pisał sam Kalecki. Analizując plan perspektywiczny na lata 1961_1975 stwierdzał: „Powstaje pytanie, czy nie należałoby czynić wy­siłków, aby utrzymać (a nawet przyspieszyć) obecne tempo wzrostu do­chodu narodowego w latach 1961—1975? Oczywista, wymagałoby to zwiększenia «ciężaru inwestycji», tzn. udziału inwestycji produkcyjnych w dochodzie narodowym w całym piętnastoleciu (albo co najmniej w la­tach 1966—1975), co wpłynęłoby na osłabienie wzrostu konsumpcji lub inwestycji nieprodukcyjnych w pierwszej (względnie w drugiej) pięciolatce okresu planu perspektywicznego, ale w bardziej odległych jego latach podniosłoby ten dochód narodowy o tyle, że zrekompensowałoby z po­ważnym nadmiarem wyższy udział inwestycji produkcyjnych w tym do­chodzie i przyczyniłoby się do zapewnienia wówczas wyższej stopy życiowej”.

Lektura opracowań zawartych w Dziełach prowadzi do wniosku, iż M. Kalecki podzielał niewątpliwie pogląd, że inwestycje produkcyjne są jednym z czynników, za pomocą których można przyspieszać bądź hamo­wać tempo wzrostu dochodu narodowego. Uważał, że zwiększenie udziału tych inwestycji w dochodzie narodowym prowadzi do szybszego tempa wzrostu. Równocześnie był świadomy tego, że istnieją bariery, które wyzna­czają górną granicę możliwego tempa wzrostu. Stąd wyprowadzał wnio­sek, że także udział tych inwestycji w dochodzie ma swój górny pułap. Sy­tuowało go to w opozycji do tych działaczy gospodarczych, którzy me po­strzegali tych barier i sądzili, że poprzez manipulowanie stopą akumulacji można dowolnie kształtować tempo wzrostu. Nie ulega wątpliwości, że M. Kalecki był zwolennikiem ostrożnej, mądrej polityki inwestycyjnej. Nigdy nie namawiał do nadużywania tego środka. Swą uwagę skupiał na okolicznościach rodzących zagrożenia. Jak dobry kierowca obserwował drogę i stosownie do wyników obserwacji regulował szybkość jazdy. Polemizował z tymi, którzy nawet najtrudniejsze zakręty chcieli pokonywać na pełnej szybkości.

Charakterystyczną cechą prac tworzących ów nurt teoretyczny w ekonomii, o  którym wspominał J. Pajestka, jest to, że ich autorzy nie próbują weryfi­kować modelu Kaleckiego na gruncie dostępnych danych empirycznych.W efekcie nie znamy dziś odpowiedzi na elementarne pytania: czy model ten prawidłowo pokazuje zależności między strukturą dochodu narodowego podzielonego a dynamiką dochodu narodowego wytworzonego, czy — for­mułując to bardziej konkretnie — zależność między udziałem inwestycji produkcyjnych w dochodzie podzielonym a dynamiką dochodu wytworzo­nego ma charakter liniowy i czy kierunek tej zależności jest dodatni?Nie chcę rozwodzić się na temat skutków tej niewiedzy. Jest ich  bardzo wiele. Do najmniej istotnych zaliczam to, że z ogromnym trudem uświada­miamy sobie — o czym świadczą cytowane tu wypowiedzi — przyczyny dotychczasowych sukcesów i klęsk gospodarczych. Do hardziej istotnych zaliczam to, że bieżące decyzje gospodarcze oparte są na nie zweryfikowa­nym koncepcyjnym wzorcu myślenia, że w sytuacji, w której kraj znalazł sięw pierwszej połowie lat osiemdziesiątych, władza nie potrafi skutecznie rozwiązać problemów inwestycyjnych.

Do najistotniejszych zaliczam to, że projektując przyszłe działania, opieramy się na mitologicznych wyobrażeniach o uzależnieniu dynamiki dochodu narodowego od wzrostu inwesty­cji, że ograniczenie nakładów inwestycyjnych, co jest jedynie słuszne, a zatem powinno być trwałe, przedstawiamy jako przejściowe i wymuszone przez doraźne okoliczności. Mając to wszystko na względzie, uważam za niezbędne i pilnie potrzebne studia nad zależnością, jaka łączy strukturę dochodu narodowego podzie­lonego i dynamikę dochodu wytworzonego. W istocie bowiem jednym z naj­ważniejszych czynników wzrostu jest prawidłowy podział tego, co społeczeń­stwo wytworzy oraz — ewentualnie — otrzyma z zewnątrz w formie daro­wizny. W tym sensie formuła Kaleckiego, jako formuła o zależności między udziałem w dochodzie podzielonym jednego ze składników a dynamiką dochodu wytworzonego, jest w pełni zasadna.

Rzecz jednak w tym, że strukturę dochodu można opisywać przy użyciu znacznie większej liczby wskaźników, oraz w tym, że nie są znane zależności, jakie tu występują. To, co w formule Kaleckiego jest twierdzeniem, musimy więc potraktować jako pytanie. A wielkość tego ekonomisty należy mierzyć nie treścią odpowiedzi, lecz doniosłością postawionych przez niego pytań. W tym miejscu godzi się przypomnieć to, co J. Kornai pisał w związku z teorią równowagi.: „W naukach logiczno-matematycznych teoria jest twierdzeniem lub zbiorem twierdzeń dających się logicznie wyprowadzić z układu wzajemnie spójnych aksjomatów. W naukach opisujących rzeczy­wistość — teoria jest systematycznym opisem zasadniczych współzależności między zmiennymi rzeczywistości.

To znaczy, że tylko te twierdzenia i założenią (wyprowadzone z założeń nie będących w sprzeczności z rzeczywis­tością), które opisują rzeczywisty świat w sposób mniej lub bardziej ścisły, mogą być uznane za możliwe do przyjęcia”. I dalej, „żadnego systemu pojęć nie można nazwać teorią wyjaśniającą rzeczywistość gospodarczą […] dopóki nie spełnia wymagań teorii i nauki opisowej” .Podejmując próbę empirycznej analizy interesujących zależności, przy­jąłem, że na postawione wyżej pytania można odpowiedzieć, wykorzystu­jąc metody, które służą do badania istotności i siły związków między dwiema zmiennymi.Współczynniki korelacji liniowej obliczono dla danych za lata 1950—1970 (ceny stałe z 1961 i 1977 r.) oraz 1950—1980 (ceny stałe z 1977 r.). W rezul­tacie dla roku n operujemy trzema szeregami czasowymi.